Ćwiczenia dla Cesarza organów

W miniony poniedziałek przenieśliśmy się na chiński dwór naszego ciała.

Zaprzyjaźnialiśmy się z Cesarzem organów – czyli naszym drogim sercem. Szukaliśmy związku między częścią uczuciową, a fizyczną.

Nawiązywaliśmy kontakt z energią serca i wydobywaliśmy z siebie leczący serce dźwięk Haaaaaaaaaaa!

Uprawialiśmy też sztukę chodzenia (gdzie coś nas pchało i coś ciągnęło do przodu), ćwiczyliśmy małpie wygibasy, usuwaliśmy nadmiar ognia z serca. Zobaczyliśmy jak serce można  odnaleźć w małym palcu, serce, które jest wielkości pięści, bijące 100.000 razy i pompujące 7 tysięcy litrów krwi w ciągu całego dnia.

Przez całe warsztaty ćwiczyliśmy rozluźnienie i koncentrację, spowalniając przy tym pracę serca tak, aby dać mu maksymalnie odpocząć, dlaczego? Aby obieg krwi stał się łatwiejszy i spokojniejszy, zaś pozytywne emocje przypisane sercu przez medycynę chińską, takie jak szczęście i współczucie zastąpiły te negatywne – niecierpliwość czy zawiść – i to na dużo dłużej niż przećwiczone 90 minut.

Jak mówi przypowieść, każdy z nas urodził się z WYZNACZONĄ MU ILOŚCIĄ UDERZEŃ SERCA, więc może warto celebrować i spowolnić każde, aby starczyło na dłużej.

PS. W każdym wieku nie ma cudów – zostaje tylko codzienna praktyka! Serce_02


2 komentarze to "Ćwiczenia dla Cesarza organów "

  • Ola/Jai Ram
    30 września 2014 (22:02)
    Reply

    Dodam jeszcze oddechy – też mamy ich określoną ilość na jedno życie, mówią jogini. Zachwyca mnie pojęcie „cesarz organów”, jest pełne godności. A teraz powiem jeszcze tylko HAAAAAAAAAAAAAAAAAA, ponieważ czytam modlitwę św. Tomasza z Akwinu, który mówi w niej: Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

    • Fundacja Dantian
      1 października 2014 (00:22)
      Reply

      Ten sam święty Tomasz powiedział też: „Kto kuleje na słusznej drodze, idzie wprawdzie powoli, ale zbliża się do celu.”


Got something to say?

Some html is OK