Pocztówka z podróży III – W świątyni z mówiącym słonecznikiem

Po niecałym tygodniu spędzonym na intensywnym treningu w kompleksie świątynnym Góry Lwiej Głowy, zjeżdżamy w doliny prowadzące nas do Taichung, gdzie od jutra rozpoczyna się kolejny Festiwal naszego stylu, jak co dwa lata od 1975. Będę w nim uczestniczył już po raz dziewiąty – lata lecą …

W przeciwieństwie do naszych poprzednich wyjazdów na Tajwan, ponieważ międzynarodowe ekipy przyjechały na Festiwal do Hagetmau we Francji w czerwcu br., w tegorocznej edycji Festiwalu w Taichung uczestniczą praktycznie tylko Tajwańczycy. Z mistrzem Ly oraz Marianne, jego żoną i długoletnią nauczycielką taijiquan, jest nas tylko piątka: czwórka nauczycieli z Francji i ja. Razem z mistrzem Ly i Marianne pozdrawiamy Was wszystkich na jednym ze zdjęć z tarasu świątynnego, na którym rozpoczynaliśmy ćwiczenia najdalej o 6:00 wśród porannej mgły, przez którą zaczynały przedzierać się promienie wstającego słońca. Jak to w górach, codziennie inna, piękna sceneria. I to powietrze, jakże inne od tego z Taipei …

Ktokolwiek uważał, że nasz Stary Styl Yang Taijiquan, podobnie jak inne prawdziwie tradycyjne style, dobry jest jedynie dla emerytów i rekonwalescentów, zmieniłby z pewnością zdanie widząc nas trenujących od rana do wieczora miecz i szablę na świątynnych tarasach, na których trudno było znaleźć choć trochę cienia. Jakkolwiek staraliśmy się być rozluźnieni, wysiłek fizyczny, w takt muzyki bezlitośnie narzucającej tempo, do tego przy wysokiej temperaturze i wilgotności, był dobrą szkołą przetrwania:-) A dla ilustracji, tak wygląda forma szabli, wykonywana przez naszego głównego mistrza, Deng Shihai https://www.youtube.com/watch?v=ULeH7SdNY3o

W środę wieczorem zjechaliśmy do podnóża góry, gdzie mieszka mistrz Su – jeden z najbardziej doświadczonych mistrzów naszego stylu – na spotkanie z nim i jego uczniami. Byliśmy już u niego niejeden raz, mając okazję nie tylko zasiąść przy stole zastawionym lokalnymi przysmakami, ale i posłuchać tradycyjnej muzyki w jego wykonaniu, napić się świetnej herbaty oraz – na co zawsze czekamy – wspólnie poćwiczyć. Pod koniec zrobiliśmy sobie parę pamiątkowych zdjęć – mistrz Su to ten koło siwego gościa w koszulce ze smokiem 🙂
A skoro o jedzeniu i piciu mowa, świątynna kuchnia, oczywiście wegetariańska, dawała się zjeść, ale daleko jej było od ogólnie bardzo smacznej i bogatej kuchni tajwańskiej. Zdjęcia są tu tego pewnym dowodem …. Całe szczęście nasi Francuzi, pamiętając pobyt w tym samym miejscu dwa lata wcześniej, przyjechali sowicie zaopatrzeni w różne smakołyki, do których żona mistrza Su dorzuciła parę lokalnych specjałów. Tak więc paliwa do intensywnych ćwiczeń nam nie zabrakło!
Trudy wielogodzinnych treningów kompensowały nam wspaniałe widoki, które rozpościerały się z okien naszych pokojów, jak i z przyświątynnych tarasów na których ćwiczyliśmy. Na zboczach Góry Lwiej Głowy przylepionych jest kilkanaście świątyń. Spaliśmy w całkiem komfortowych pokojach gościnnych w jednej ze świątyń, a niedaleko mieliśmy dwie inne, do których prowadziły kręte schody i ścieżki. W południe mieliśmy trzygodzinną przerwę na obiad i wypoczynek. Wykorzystałem ten czas na parę spacerów, z których załączam trochę zdjęć, aby przybliżyć Wam to miejsce, do którego pewno jeszcze powrócimy, oby z większą reprezentacją naszego kraju 🙂
Aha, zapomniałbym o tytułowym, mówiącym słoneczniku. Rozpoznacie go na pewno na jednym ze zdjęć. Ma baterie słoneczne, które zasilają wbudowany głośnik, przez który płyną różne świątynne recytacje… Ciekawe jakie nowinki techniczne zastaniemy następnym razem, na pewno będzie to już sprawny Internet!
Na koniec jeszcze zagadka, jak się domyślacie w lwich górach nie może zabraknąć rzeźb z lwami, które zresztą nie tylko tam strzegą bram chińskich świątyń i ważnych miejsc. Dla równowagi ying – yang, są to nie tylko lwy, ale i lwice, czy jesteście je w stanie rozróżnić na zdjęciach?
Zobaczymy czy jeszcze starczy mi czasu na ostatnią pocztówkę przed powrotem do Warszawy 15 listopada – od niedzieli zaczynam wieloetapową podróż powrotną…
Serdecznie pozdrawiam,
J.

01_Pocztowka_III 02_Pocztowka_III 03_Pocztowka_III 04_Pocztowka_III 05_Pocztowka_III 06_Pocztowka_III 07_Pocztowka_III 08_Pocztowka_III 09_Pocztowka_III 10_Pocztowka_III 11_Pocztowka_III


8 komentarzy dla "Pocztówka z podróży III - W świątyni z mówiącym słonecznikiem"

  • KO
    6 listopada 2015 (08:46)
    Odpowiedz

    mówiące słoneczniki? Już się bałem że zakosztowałeś betelu od betelowej piękności 🙂

    • Fundacja Dantian
      9 listopada 2015 (14:47)
      Odpowiedz

      Krzysiu, wiem, że jesteś znawcą tematu, a aby go pogłebić polecam wyspy bliżej Papui 🙂

  • olga
    6 listopada 2015 (12:20)
    Odpowiedz

    Fantastyczne i wyjątkowe przeżycia, zazdroszczę, ale mam nadzieję, że po powrocie dasz się namówić na spotkanie
    i opowiesz o wrażeniach.
    Myślę, że lwica to ta po prawej(?).
    Serdeczności. Olga

    • Fundacja Dantian
      9 listopada 2015 (14:48)
      Odpowiedz

      Na pewno znajdzie się okazja, zwłaszcza kiedy Marzenka obrobi video, które nakręciłem w wolnych chwilach. A co do lwicy, masz rację:-)

  • Kasia
    7 listopada 2015 (10:27)
    Odpowiedz

    nieprawdopodobne są te stada kolorowych stworzeń na dachach! jak z bajki! 🙂
    czy lwica trzyma lwiątko?
    pozdrowienia serdeczne!

    • Fundacja Dantian
      9 listopada 2015 (14:50)
      Odpowiedz

      Tak jest, lwica trzyma lwiątko, a lew pieniądze – inaczej mówiąc, tradycyjny model rodziny, zdecydowanie na czasie 🙂

  • Gosia
    8 listopada 2015 (15:41)
    Odpowiedz

    Jak ja bym chciała tam pojechac! Swoja droga, to dopiero podroze – z cwiczeniami:). Pozdrawiam z chi z „Kaczego dołu” (a jakze – „Skaryszak”, nad stawem).

    • Fundacja Dantian
      9 listopada 2015 (14:52)
      Odpowiedz

      Gosiu, Chiny 2017 czekają – tylko ćwiczyć, zdobyć biały poziom i odłożyć na wyjazd – w dwa lata da się zrobić! A ja na pewno pomogę 🙂


Masz coś do powiedzenia?

Some html is OK